Skandaliczne potraktowanie niepełnosprawnego przez miejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne

Do skandalicznej sytuacji doszło w pojeździe miejskiego przewoźnika. Niepełnosprawna osoba, posiadająca ważną opłatę za przejazd, została zmuszona przez kontrolera biletu do wyjścia z pojazdu na przystanku dalszym niż planowała. W efekcie aby dotrzeć do domu poza stratą czasu musiała poświęcić swoje zdrowie i siły. Miejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne nie widzi żadnego problemu w pozbawieniu kogoś bezzasadnie wolności.

Podczas jazdy autobusem miejskiego przewoźnika komunikacyjnego zostałem bezprawnie zatrzymany przez pracownika działającego w jego imieniu - kontrolera biletów.

Sytuacja wyglądała następująco: kiedy autobus zbliżał się do przystanku na którym chciałem wysiąść, zlokalizowanym w sąsiedztwie mojego miejsca zamieszkania, podszedł do mnie kontroler biletów żądając okazania biletu na przejazd. Zgodnie z rozkładem przewoźnika czas przejazdu między przystankiem, na którym wsiadłem, a nastęnym czyli tym na którym chciałem wysiąść to raptem 1 minuta (jedna minuta). Autobus był w tym momencie za połową tej odległości. Pozostało ok 15-20 seknud do przystanku.

Ponieważ autobus dojeżdżał już do mojego przystanku, szukając portfefla z biletem okresowym powiedziałem kontrolerowi, że bilet mu pokażę, że mam opłacony przejazd, ale obawiam się, że nie zdążę go okazać przed dojechaniem na przystanek najbliższy na którym chcę wysiąść i wyraziłem prośbę o dokończenie kontroli na przystanku.

Kontroler poinformował mnie, że w takim razie wysiądę na jeszcze następnym przystanku. Nadal szukając i wyjmując portfel (mam niepełnosprawność także manualną) jeszcze raz poprosiłem kontrolera, czy nie można dokończyć kontroli na przystanku najbliższym, że jestem osobą niepełnosprawną i jest mi trudno w takim pośpiechu pokazać bilet, który mam opłacony. Kontroler jednak nadal nie chciał przystać na moją prośbę i zagradzał mi drogę do drzwi.

W tym czasie (trwało to kilkanaście sekund) autobus już zatrzymał się na moim przystanku. Drzwi zostały otwarte, jednak dostęp do wyjścia nadal blokował mi świadomie i z premedytacją kontroler.

Ponieważ, jak oświadczyłem na wstępie kontrolującemu, miałem opłacony przejazd, a moje prośby powodowały tylko jeszcze większą stanowczość kontrolera w zakresie bezzasadnego pozbawienia mnie wolności przez zagradzanie mi drogi do drzwi uniemożliwiając opuszczenie mi pojazdu nie podejmowałem więcej próśb, jednocześnie wyjmując portfel i bilet przejazdu. Udało mi się w końcu znaleźć i okazać bilet, chociaż przez dodatkową sytuację pozbawienia mnie wolności i perspektywę skomplikowania drogi do domu niesprawność moich dłoni jeszcze bardziej się pogłębiła.

Kontrolujący sprawdził ważność mojego biletu okresowego, który był, tak jak oświadczyłem na wstępie, ważny. Pokazałem mu jeszcze legitymację osoby niepełnosprawnej, ale nawet wtedy nie przejął się tym, wyraźnie pozwalając sądzić, że takie praktyki, tj. pozbawienie niewinnego człowieka wolności, są w miejskim przedsiębiorstwie komunikacyjnym na porządku dziennym.

Jak się okazało, co wynika z listu miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego otrzymanego w odpowiedzi na moją skargę jest tak chyba rzeczywiście.

M iejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne nie widzi problemu w tym, że pozbawia wolności człowieka, który ma opłacony przejazd. Nie jestem wszak  osobą, której wykazano nieopłacenie przejazdu, czy też nieokazanie dokumentów tożsamości. Miejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne z góry zakłada, że każdy człowiek jest winny, dopóki nie udowodni swojej niewinności (sic!).

Zdaniem miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego to tylko praktycznie niewinny "zbieg okoliczności".

Zdarzenie nie nastąpiło więc z winy kontrolera, a jedynie wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności.

Znamiennym jest także to, że miejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne nie podało żadnej podstawy prawnej zatrzymania mnie.

Mogę jedynie domniemywać, że nastąpiło ono w wyniku błędnej interpretacji przepisów ustawy "Prawo przewozowe". Nie wiem jednak, czy faktycznie błędnej, czy jest to świadome działanie.

"Prawo przewozowe" bowiem owszem, zezwala w artykule 33a. zatrzymać pasażera, ale wyraźnie mowa jest, że może to wystąpić tylko "w razie stwierdzenia braku odpowiedniego dokumentu przewozu" gdy jednocześnie z tym występują "odmowa zapłacenia należności" i "nieokazanie dokumentu tożsamości".

W moim przypadku nie dość, że nie wystąpiły wszystkie te przesłanki łącznie, to nie wystąpiła żadna z nich osobno.
Przewoźnik nie stwierdził braku dokumentu przewozu. Nie mogło to mieć miejsca, gdyż stan faktyczny był taki, że bilet opłacony miałem. Nadto na wstępie poinformowałem kontrolującego, że takowy mu okażę, z jednoczesnym wyrażeniem prośby o umożliwienie mi tego po wyjściu z pojazdu gdyż następnym przystanek jest moim docelowym.
Nie nastąpiła także odmowa zapłaty należności, gdyż nie nastąpiło żądanie jej wniesienia. Nawet gdyby wystąpiło byłoby ono w oczywisty sposób tak samo niezasadne jak zatrzymanie mnie w pojeździe.
Nie miało miejsca także nieokazanie dokumentu tożsamości, gdyż wobec powyższego nie miało miejsca żądanie.

Pozwolę sobie także odnieść się  w tym miejscu do kilku puntów z odpowiedzi miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego do mnie. Jawnie bowiem godzą one w moją godność jako osoby, niepełnosprawnej w szczególności.

Miejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne, piórem swojego pracownika z biura obsługi, między innymi pisze, że

życzenie wyjścia wyraziłem po wezwaniu do okazania biletu

Jest to w oczywisty sposób drwienie z całej sytuacji. Kiedy bowiem miałem wyrazić to życzenie? Każdemu pasażerowi z osobna po wejściu do pojazdu? Przewidując, że wśród nich może być kontroler biletów?

Miejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne pisze także, że

Podczas wykonywanych czynności kontroler nie stwierdził żadnej oznaki niepełnosprawności

Nie wiem jakie ma kwalifikacje kontroler do stwierdzania oznak niepełnosprawności. I nie wiem także, jak można tak obrażać ludzi cierpiących z powodu niepełnosprawności. Podważana jest w ten sposób moja godność osoby chorej, cierpiącej na stwardnienie rozsiane. Zdaję sobie sprawę z tego, że kontroler miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego może nie mieć wiedzy na temat tego, czym jest niepełnosprawność i jak może się objawiać. Nie musi wiedzieć, ile wysiłku niejednokrotnie kosztuje osobę chorą na stwardnienie rozsiane utrzymanie się na nogach, czy chwycenie jakiś przedmiotów.

Niemniej jednak ja kontrolerowi już na wstępie, prosząc o przeprowadzenie kontroli na przystanku, powiedziałem, że jestem niepełnosprawny. Potem zaś okazałem mu legitymację. Tym okrutniejsze jest więc to, że miejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne już post factum, na chłodno, pisze takie zdania jak cytowane powyżej. Niemożliwe, żeby nie zdawali sobie z prawy z tego, jak szerokie może być spectrum niepełnosprawności i nie musi ono wyrażać się w ten sposób, że dyletant jest w stanie na pierwszy rzut oka to rozstrzygnąć.

Dalej miejskie przedsiębiorstwo komunikacyjne oznajmia, że

kontroler nie posiadał także wiedzy, iż odmowa wyjścia z pojazdu spowoduje opisane w skardze utrudnienia

Jest to oczywistym mijaniem się z prawdą. Kontroler wszak wiedział, że chcę wysiąść na najbliższym przystanku - poinformowałem go o tym.

Z resztą wobec bezpodstawnego zatrzymania mnie jako osoby niewinnej podnoszenie takich argumentów wydaje się być jedynie ucieczką miejskiego przewoźnika przed sednem problemu - tj. właśnie pozbawieniem wolności osoby niewinnej przez pracownika działającego w imieniu przewoźnika.

Problem jest zdaje się globalny. Takie zdarzenia, tj. pozbawienia pasażerów, którzy nie jadą "na gapę" wolności przez pracowników przewoźnika zdarzają się częściej, o czym świadczą liczne relacje na forach internetowych i prasie.

Być może jest to jakiś błąd systemowy prawny, chociaż w "Prawie przewozowym" jasno jest powiedziane, że środki polegające na ujęciu można stosować jedynie wobec osób, co do których wiadomo, że nie wywiązały się z obowiązku uiszczenia opłaty.

Nadto także w przypadku tzw. "zatrzymania obywatelskiego" jest to możliwe jedynie w przypadku złapania na “gorącym uczynku” lub w bezpośrednim pościgu. Nie ma we wzmiankowanych przepisach mowy o tym ,że osoby cywilne, w tym także kontrolerzy, mogą zatrzymać kogoś jedynie na podstawie domniemania winy. W moim przypadku z resztą fałszywego.

W mojej ocenie przedstawiona sytuacja wskazuje, iż przeowźnik stawia wyżej efekt ekonomiczny aniżeli takie dobra jak godność, wolność, swoboda poruszania się obywateli.

 

Aktualizacja: 28. lipca 2014

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że Aresztowanie każdego przez kontrolera biletów niezgodne z Konstytucją.